T.C. nr2-3

Wolność bez odpowiedzialności

Czy warto walczyć o monogamiczną rodzinę? A może to przeżytek nieprzystający do obecnych czasów? Być może powinniśmy pozwolić na trwającą przebudowę społeczeństwa, w oparciu o wolną miłość, gdzie każdy będzie mógł ulegać swoim popędom i cieszyć się życiem? Analizą problemu zajmiemy się w artykule.

Sterowanie społeczne idzie w kierunku społeczeństwa niepowiązanych ze sobą samotnych jednostek, które będą całkowicie bezbronne wobec machiny biurokratycznej. Większość mężczyzn będzie sfrustrowana i agresywna. Społeczeństwo ma być rozemocjonowane i niezdolne do logicznego myślenia. Dodatkowo formalne, nie dające żadnych przydatnych umiejętności wykształcenie tworzy wysokie mniemanie o sobie oraz rodzi pretensje do wyższego standardu życia. Stałych związków ma nie być, co zlikwiduje przyrost naturalny. Takie społeczeństwo musi być niestabilne. Niechybnie prowadzi to do wojen i zamieszek społecznych. Perfect shit to govern, jak to nazywają amerykańskie służby walki informacyjnej. Sytuacja według schematu opisanego w wykładzie Jurija Bezmienowa Jak napaść na państwo:

1. Demoralizacja – 15–20 lat

2. Destabilizacja – 2–5 lat

3. Kryzys – ok. 2 miesięcy

4. „Normalizacja” (przez obce wojska, opozycjonistę – „lidera-zbawcę”)

 

Podczas normalizacji oczywiście zostaną odebrane resztki wolności obywatelskich, a będzie to tłumaczone wyższą koniecznością dziejową oraz dbaniem o bezpieczeństwo obywateli. Zresztą dzieje się to teraz w ramach walki z COVID 19.

Jak to zmienić? 500+ tu nie pomoże. Dobrym początkiem wydaje się programowanie ludzi na monogamiczną rodzinę oraz powrót do ideałów cywilizacji łacińskiej.

W tekście przybliżymy kwestię, czym jest cywilizacja łacińska, dlaczego jest ona dla nas korzystna i opiszemy metody jej niszczenia. Na podstawie tego będziemy w stanie wyciągnąć wnioski, jak odwrócić obecne niekorzystne dla nas procesy.

Cywilizacja łacińska

Cywilizacja łacińska (CŁ) to jedyna cywilizacja na świecie charakteryzująca się personalistycznym podejściem do człowieka. W niej człowiek pojmowany jest jako osoba wolna i rozumna, według języka cybernetyki – jako proces autonomiczny. Pozostałe istniejące cywilizacje mają podejście gromadnościowe, gdzie człowiek występuje jedynie jako część stada i nie liczy się jako pojedyńcza osoba. CŁ to cywilizacja wolnych ludzi, charakteryzuje ją samorządność, oparcie o zasady etyczne, jawność wiedzy i mocna presja społeczna na jednostki, które nie chcą się podporządkować jej zasadom. CŁ charakteryzuje homeostaza rozproszona, czyli zakorzenione w każdej jednostce poczucie wspólnej odpowiedzialności za rozwój narodu. Równowaga zabezpieczana jest przez silną, bogatą i samorządną klasę średnią, przez mocne powiązania społeczne, powiązania poziome (relacje międzyludzkie, bez ingerencji państwa), niezależne i liczne organizacje samorządowe. Generalnie w języku cybernetyki można powiedzieć o szerokich sprzężeniach zwrotnych podprocesów autonomicznych (ludzi), które tworzą nadproces autonomiczny (naród). Bardzo ważne w CŁ jest odpowiednie programowanie etyczne i poznawcze. Oznacza to, że musi być utrzymywany wysoki poziom życia etycznego, wolna dyskusja i swobodny dostęp do wiedzy.

Podstawę cywilizacji łacińskiej stanowi monogamiczna rodzina (MR). MR to rodzina oparta na nierozerwalnym małżeństwie kobiety i mężczyzny. Nierozerwalnym, czyli bez możliwości rozwodu. Taki rodzaj organizacji rodziny zabezpiecza interesy dzieci, umożliwia akumulację kapitału i majątku. Dlatego w strategii niszczenia CŁ musi być ujęte niszczenie MR. Skutkiem niszczenia monogamicznej rodziny musi być powrót do haremów, ograniczenie samorządności, likwidacja klasy średniej, rządy silnej ręki, szerokie rozwarstwienie społeczne.

Cywilizacja łacińska w obecnych czasach jest w całkowitym odwrocie. Biurokratyzacja życia społecznego niszczy poziome powiązania społeczne. Kapitał jest gromadzony w wielkich korporacjach, klasa średnia jest rugowana z własności na każdym kroku. Obecnie obserwujemy kolejny akt niszczenia klasy średniej i wywłaszczania jej z majątku pod płaszczykiem COVID 19. Zachowanie elit światowych wskazuje na to, że przyjęły one system sterowania w oparciu o cywilizację sakralną, podział kastowy, gdzie dostęp do wiedzy będzie reglamentowany niczym u egipskich kapłanów. W kaście najniższej ma znaleźć się większość ludzkości, traktowana jak obywatele niższej kategorii, podludzie, co zresztą ostatnio obserwujemy. Do tego trzeba zniszczyć CŁ i wszelkie jej przejawy, w tym monogamiczną rodzinę.

Programowanie społeczne w kontekście walki o monogamiczną rodzinę

Żeby utrzymać monogamiczną rodzinę, potrzeba odpowiedniego programowania społecznego, czyli wyrabiania norm społecznych. Programowanie zatem to tworzenie zachowań i skojarzeń w człowieku. Opisane jest to empirycznie w pracach Iwana Pawłowa (pies Pawłowa), a wyjaśnione dedukcyjnie razem z dowodami matematycznymi w pracach Mariana Mazura. Zachowania ludzkie mogą być programowane. Im większa ilość powtórzeń, tym bardziej rośnie reaktywność. Tak tworzone są rejestraty, w koleratorze, czyli w mózgu człowieka. Część rejestratów może być dziedziczona, są to zachowania instynktowne.

Dla zachowania cywilizacji łacińskiej trzeba wykształcić jednostki myślące i odpowiedzialne (programowanie norm poznawczych i etycznych). Organizacje mające największy wpływ na programowanie społeczeństw zdają sobie z tego doskonale sprawę, dlatego programuje się wyłacznie normy witalne (i to okrojone) oraz normy ideologiczne. Rozwój techniczny oraz rozwój mediów jest obecnie na tak wysokim poziomie, że takie sterowanie nie stanowi większego problemu.

Żeby rozbić monogamiczną rodzinę trzeba poluzować czy też zlikwidować istniejące normy seksualne. Oczywiście trzeba tu było uderzyć w głównej mierze w kobiety, bo to one są strażniczkami seksu. Wzmacnia się te cechy kobiet, które są antymonogamiczne, a osłabia te które są promonogamiczne. Cofjnijmy się w czasie i przyjrzyjmy się pewnym mechanizmom, które w sposób niezakłócony funkcjonowały w społecznościach pierwotnych.

Praprogramowanie

Wyobraźmy sobie stuosobowe plemię, żyjące dziesięć tysięcy lat temu. Kobieta, żeby przeżyć, musiała być pod opieką mężczyzny, ojca albo partnera. Oczywiście, chcąc zapewnić sobie jak największe szanse przetrwania, powinna pozyskać opiekę partnera, zajmującego jak najwyższą pozycję w hierarchii plemiennej. Stąd brała się naturalna kobieca hipergamia, czyli wybór partnera jedynie spośród mężczyzn o najwyższej wartości społecznej. Wynikało z tego, że naturalnie występowała tam poligamia, gdzie dostęp do najlepszych kobiet miała tylko elita plemienna tworząca związki poligyniczne. Stąd atrakcyjni dla kobiet byli mężczyźni, którzy są naturalnymi liderami, potrafiący kierować innymi mężczyznami, otoczeni wieloma kobietami. Bycie jedną z wielu oczywiście zmuszało do nieustannej rywalizacji, aby zapewnić swojemu potomstwu jak najlepszą przyszłość, poprzez różne intrygi, knowania, generalnie działania niebezpośrednie. Stąd brały się dużo wyższe talenty społeczne u kobiet. Kobiety naturalnie widzą wszelkie drobne sygnały niewerbalne określające pozycję oraz relacje między członkami społeczności, o których mężczyżni nie mają pojęcia. Również skłonienie wielkiego i silnego małpoluda, żeby robił to, czego kobieta sobie życzy, wymagało nie lada sprytu i sporych talentów społecznych. Stąd kobiety naturalnie nie są nastawione na bezpośrednie starcie, a raczej działania zakulisowe. Dlatego kobieta jest szyją, która kręci głową. Mężczyzna natomiast, aby zapewnić sobie dostęp do kobiet, musiał zdobyć odpowiednio wysoką pozycję w plemieniu, a wtedy dążyć do tego, aby mieć najliczniejsze i najzdrowsze potomstwo. Stąd dla mężczyzn tak ważna była i jest uroda kobiet (wyznacznik zdrowia). Rozwiązłość seksualna u kobiet musiała być tępiona przez obie strony. Mężczyzna nie chciał utrzymywać cudzego potomstwa, natomiast kobieta, która toczyłaby bogate życie seksualne narażała się na śmierć, gdyż jej opiekun mógł nie tylko zabić jej potomka, ale także ją. W przypadku mniej drastycznym przestawał dostarczać jej zasobów, co także skazywało ją na śmierć. Dlatego naturalny u kobiet był strach przed przygodnymi kontaktami seksualnymi oraz rozwiązłością seksualną. Tak ludzie byli programowani naturalnie przez tysiące lat, co wytworzyło bardzo silne zachowania instynktowne. Kto miał inne zachowania, po prostu ginął podczas biegu dziejów i jego geny bezpowrotnie znikały z puli genów rodzaju ludzkiego.

Taka organizacja życia społecznego prowadziła do systemów statycznych (zerowy przyrost naturalny). Oczywiście większość mężczyzn nie była w stanie przekazać swoich genów i mieć potomka. Według badań na przestrzeni dziejów tylko 40% mężczyzn oraz 80% kobiet przekazało swoje geny. 75% zbadanych plemion było poligamicznych, za to te monogamiczne były dużo liczniejsze. Jednym z głównych czynników, który doprowadził do rozkwitu cywilizacji rzymskiej, była właśnie monogamiczna rodzina.

Rozwój cywilizacyjny

Najstarsze odnalezione skamieliny homo sapiens mają ok. 300 tys. lat. Wyjście człowieka z życia plemiennego i organizacja w większe struktury ludzkie nastąpiły z zakończeniem ostatniego okresu glacjalnego oraz wynikającym z tego rozwojem rolnictwa. Jasno z tego wynika, że ludzie to maszyny zaprogramowane na życie w małych plemionach. To programowanie trwało setki tysięcy lat i jest bardzo silne, ponieważ zapewniło przetrwanie naszemu gatunkowi.

Poluzowanie norm seksualnych w skali całego gatunku mogło nastąpić dopiero po wynalezieniu pigułki antykoncepcyjnej. Została ona opracowana w latach 50. XX wieku i znacznie ograniczyła ryzyko niechcianej ciąży. Przez Kościół katolicki (KK) przetoczyła się wtedy ostra dyskusja, na koniec jednak KK zakazał antykoncepcji, motywując to braniem odpowiedzialności za życie (ideały cywilizacji łacińskiej). Już dziesięć lat po wynalezieniu pigułki antykoncepcyjnej, w latach 60. nastąpiła epoka hippisów i luźnych kontaktów seksualnych. Proces ten postępuje cały czas i jest napędzany przez media głównego nurtu oraz różne organizacje feministyczne. Rozwiązaniem na niechcianą ciążę jest aborcja, jednocześnie zmniejszająca dzietność społeczeństwa i wychowująca ludzi, którzy nie biorą odpowiedzialności za swoje decyzje. Ma to fatalny wpływ na stabilność związków. Według badań (polecam cały artykuł) przy jednym partnerze seksualnym szansa na powodzenie małżeństwa wynosi 90%, przy dziesięciu – już tylko 20% (graf poniżej).

Ciekawym zjawiskiem, które również uderza w stabilność rodziny, jest rozwój mediów społecznościowych od połowy pierwszej dekady naszego wieku. Stały się one dla kobiet ogromnym dopalaczem ego. W tym momencie nawet przeciętnej urody dziewczyny po umieszczeniu swoich zdjęć w Internecie znajdą tłumy wielbicieli. Zjawisko to oczywiście wzmacnia naturalną hipergamię kobiet. Mamy tu do czynienia ze sprzężeniem zwrotnym rozbieżnym. Dawniej, kobiety nie miały takiego wielkiego wyboru, obecnie mają właściwie nieograniczony. Musi to podnosić kobiece wymagania, co powoduje, że coraz więcej mężczyzn pozostaje bez pary. Większość z nich próbuje zdobyć względy kobiet, prawiąc coraz więcej komplementów i będąc dla nich przesadnie miłymi. W efekcie ich atrakcyjność w oczach płci przeciwnej spada jeszcze bardziej. Proces ten postępuje, a finalnie dla kobiet będą atrakcyjni tylko mężczyźni bardzo przystojni albo posiadający władzę i zasoby, albo potrafiący w nich wzbudzić odpowiednie emocje. Jeśli zastosujemy zasadę Pareta, okaże się pewnie, że to ok. 20% ogółu mężczyzn. Oczywiście przy tym programowaniu tacy męźczyźni też nie będą zainteresowani stałymi związkami, bo i po co, skoro mogą mieć większość kobiet.

Feminizm – wolność dla kobiet czy ich zniewolenie?

Więlką szkodę dla monogamicznej rodziny robi obecnie ruch feministyczny. Feminizm narodził się w Stanach Zjednoczonych oraz w Anglii, w krajach, których w owym czasie dominowała cywilizacja łacińska. I tylko w ramach cywilizacji łacińskiej, która upodmiotawia ludzi i wręcz wymaga od człowieka rozwoju i pracy nad sobą, mógł się narodzić. W innych cywilizacjach opisanych przez F. Konecznego, ze względu na praprogramowanie instyktów, czyli naturalną emocjonalność oraz skłonność do intryg i knowań kobiety są traktowane jak ludzie gorszej kategorii bądź jak dzieci. Według Wikipedii feminizm można podzielić na cztery fale:

1. Pierwsza fala (1840–1920) – w kręgu zainteresowań leżały przede wszystkim reforma prawa rodzinnego, prawo wyborcze i ekonomiczne warunki życia kobiet.

2. Druga fala (lata 60. i 70. XX w.) – walczono głównie o równouprawnienie na rynku pracy, kwestie kobiecej seksualności, prawo do aborcji (efekt rozluźnienia norm seksualnych).

3. Trzecia fala (od lat 80. XX w.) – działaczki feministyczne zwracały uwagę, że cele feminizmu nie zostały osiągnięte, a ruch powinien ulec radykalizacji. Podkreślały pominięte dotychczas tematy, takie jak etniczność, kwestie rasowe, podziały ekonomiczne czy religijne.

4. Czwarta fala (od 2012 r.) – odwołuje się do odnowy zainteresowania feminizmem i wiąże się z rozwojem mediów społecznościowych. Zdaniem feministycznej badaczki Prudence Chamberlain, głównym celem czwartej fali jest ochrona kobiet i sprzeciw wobec molestowania seksualnego i przemocy względem kobiet.

W ramach ruchu feministycznego toczą się spory, np. o stosunek do aborcji, metody działania, treść kobiecości itd. Tyle w teorii, w rzeczywistości ruch feministyczny jest wykorzystywany do wychowywania agresywnych, roszczeniowych i toksycznych kobiet. W głównym nurcie jest całkiem spójny, antynatalistyczny, domagający się wszędzie źle pojmowanej równości (równość przychodu, nie równość szans), przedstawiający męskość jako cechę toksyczną. Świetnym przykładem obrazującym walkę z męskością jest reklama Gilette z 2019 roku. Obserwujemy tam pomieszanie z poplątaniem. Piętnowane jest znęcanie się nad słabszymi kolegami w szkole, co ma uzasadnienie. Z drugiej strony pokazano mężczyznę, oczywiście białego, (trzecia fala feminizmu), który chce podejść do kobiety na ulicy i zostaje powstrzymany przez innego mężczyznę, oczywiście czarnego. Scena wg autorów reklamy ukazuje toksyczną męskość. Co złego w tym, że mężczyzna chce wykazać się inicjatywą i podejść do kobiety? Bójkę chłopców przedstawiono jako toksyczną męskość… Nawet grillujący mężczyźni są przedstawiani jako nienormalni. Co wolno, jak nic nie wolno? Feminizm chce wychować mężczyzn bez inicjatywy, przesadnie miłych, słabych, miękkich, nie zdolnych do podjęcia jakiejkolwiek rywalizacji. Problem w tym, że tacy mężczyźni są dla kobiet absolutnie nieatrakcyjni.

Z drugiej strony feminizm promuje u kobiet zachowania toksyczne i roszczeniowe. Według feministek kobiety mają być uprzywilejowane tylko ze względu na to, że są kobietami przy jednoczesnym zwolnieniu ze wszelkich obowiązków w ramach tradycyjnie pojmowanych ról płciowych. Weźmy pod lupę np. nierówności płacowe. Femizm domaga się zrównania płac kobiet i mężczyzn bez wnikania głębiej w przyczynę problemu. Często podawane są tutaj statystyki dotyczące najwyższych stanowisk w firmach. Problem jest bardziej skomplikowany niż się feministkom wydaje. Najwyższe stanowiska w firmach są zajmowane przez przedstawicieliniewielkiej części społeczeństwa. Jak wyjaśnia Jordan Peterson, wynika to głównie z pewnych cech charakteru, które częściej występują u męskiej części populacji. Prezesem wielkiej korparacji nie zostaje się ze względu na znajomości (nie dotyczy spółek skarpu państwa w PL). Poparte jest to ciężką pracą, wielkim poświęceniem i właściwie oddaniem życia korporacji, na co statystycznie dużo częściej decydują się mężczyźni. Feminizm postuluje równość przychodu, zamiast równości szans. Innym przykładem może tu być tzw. ustawa antyprzemocowa, gdzie bez udowodnienia winy po donosie kobiety można usunąć mężczyznę z ich wspólnego domu, na podstawie tego donosu i decyzji policjanta. Przepis mówi, że policjant ma prawo wydać wobec takiej osoby nakaz natychmiastowego opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania, a nawet zakaz zbliżania się do mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia. Nakaz lub zakaz wprowadza się ze skutkiem natychmiastowym, nie ma nawet znaczenia to, że wydalana osoba jest jedynym właścicielem lokalu1. Przepis mówi o osobie, ale łatwo się domyślić, że chodzi o mężczyzn jako silniejszych fizycznie. O kobiecej przemocy pasywnej nie ma w ustawie ani słowa.

To oczywiste odejście od domniemania niewinności, przekazanie policji kompetencji zarezerwowanej dotychczas dla sądów, czyli de facto tworzenie państwa policyjnego, wchodzenie państwa w sferę prywatną i rodzinną oraz odejście od cywilizacji łacińskiej. Mężczyzna może zostać wyrzucony z własnego domu tylko na podstawie oskarżeń kobiety. Jest to jawne uderzenie w trwałość związków, a także rażące naruszenie prawa własności oraz po prostu źle skonstruowane prawo, które musi prowadzić do nadużyć.

Jeśli przyjrzymy się raportowi Analysis of 8 years of Gender Violence Law in Spain, który analizuje skutki podobnej ustawy w Hiszpanii, w którym to kraju feminizm poczynił niesamowite postępy, możemy wyczytać, że na 1 034 613 zgłoszonych przestępstw przemocy rodzinnej było tylko 207 997 wyroków skazujących, czyli 20,1%. Z pozostałych 826 616 spraw 706 568 zakończyło się odrzuceniem, a 120 048 uniewinnieniem. Ujawnia się tutaj praprogramowanie kobiet.

Jednocześnie panuje ogromna seksualizacja życia publicznego. Już nawet materiały budowlane sa reklamowane przez roznegliżowane modelki. Seksualizacja mężczyzn jest zadaniem prostym, natomiast w przypadku kobiet wymaga to pewnego wysiłku. Feminizm wmawia kobietom, że potrzebują dużo seksu i orgazmu dla osiągnięcia satysfakcji seksualnej. Natomiast Joanna Jędrusik na stronach „Krytyki Politycznej” w artykule Nie oddałabym tego za godzinę porządnego seksu i trzy zajebiste orgazmy przekonuje, że dla kobiety orgazm nie jest najważniejszy: „Przecież w seksie tylko częściowo chodzi o seks. Cholernie trudno im wytłumaczyć, że fajniejsze jest to wszystko, co przed i po, flirtowanie, zapach, całowanie, dotyk. Bliskość”. Potrzeby seksualne mężczyzn są inne niż kobiet, kobiety naturalnie mogą obyć się bez seksu długo, mężczyzna został tak ewolucyjnie ukształtowany, żeby być gotowym w każdej chwili. W tak sformatowanej rzeczywistości celibat dla większość mężczyzn jest po prostu nieosiągalny. Takie sterowanie musi prowadzić do całej rzeszy sfrustrowanych i agresywnych mężczyzn, bo większość mężczyzn nie będzie miała dostępu do kobiet. W rzeczywistości wolna miłość jest dostępna tylko dla wybranych, a praktycznie monogamiczna rodzina dużo lepiej zabezpiecza ludzkie potrzeby seksualne.

Ruguje się wszelkie przejawy logicznego i spokojnego myślenia, natomiast społeczeństwo jest rozhuśtywane emocjonalnie, m.in. poprzez większość programów rozrywkowych, gdzie jury i publiczność od płaczu przechodzi chwilę później do radości. Człowiek, który nie panuje nad sobą, nie może panować nad nikim innym. Następuje ogromna ideologizacja życia. Poprawność polityczna blokuje wolną dyskusję. Mamy do czynienia ze sterowaną wojną płci, która szkodzi obu płciom. Skutkiem tego jest drastyczny spadek dzietności, na który nie pomoże rozwiązanie energetyczne typu 500+. Potrzeba tu rozwiązań informacyjnych, nakierowanych na ochronę i powrót do monogamicznej rodziny.

Co dalej?

W obecnym społeczeństwie zachodzi proces powrotu do haremów. Haremy nie są zorganizowane tak jak dawniej, ale to nie znaczy, że jeszcze nie będą. Sterowanie idzie w kierunku jednego wielkiego haremu, do którego dostęp będzie miało ok. 20% mężczyzn. Cel sterowania został opisany w książce Nowy wspaniały świat Huxleya. Tam główny bohater Bernard Marx pomimo wolności seksualnej jakoś nie ma dostępu do seksu. Choć należy do kasty alfa, jest nieco niższy, niesmiały i mało interesujący. Nawet boi się kobietom proponować seksu, bo ma dość upokażających odmów. Wszystko się zmienia, gdy przywozi z rezerwatu Johna-Dzikusa. Wtedy staje się super interesującym facetem. Zdobywa wielką popularność, wszędzie się go zaprasza i ma dostęp do wszystkich kobiet, nawet do tych, które mu wcześniej odmawiały. Taki jest cel obecnego sterowania. Warto dodać, że społeczeństwo, w którym żyje Bernard zostało całkowicie podporządkowane władzom państwowym, bez możliwości działań autonomicznych. Książka wydana w 1932 roku szokowała nakreślonym obrazem życia społecznego. Jeśli się bliżej przyjrzymy, wiele z opisanych tam zachowań obecnie już przestało zdumiewać.

Zdobycze cywilizacji zachodniej, które przez mainstreamowe media są reklamowane jako postęp na drodze rozwoju, kagiebowski dysydent Jurij Bezmienow nazywa w swoim wykładzie demoralizacją i wskazuje, że to jeden z etapów wojny informacyjnej, mający na celu zniewolenie społeczeństwa. Mało tego, metody te były stosowane przez ZSRR w latach zimnej wojny i zostały sprawdzone w boju informacyjnym. Również wizja Aldousa Huxleya nie napawa optymizmem. Pozorna wolność, a tak naprawdę oddanie się zabawie i rezygnacja z odpowiedzialności, kończy się zniewoleniem i całkowitą kontrolą przez bezduszny aparat biurokratyczny.

W powieści Huxleya następuje ostateczne oddzielenie aktu seksualnego od prokreacji, czyli przyjemność z seksu jest oddzielona od odpowiedzialności, jaką ze sobą niesie – odpowiedzialności za nowo stworzone życie. Bezkosztowa, beztroska przyjemność, niczym filiżanka dobrej kawy. Seks sprowadzony zostaje do roli zwykłej używki. Huxley zauważa jednak, że idea wspólności „każdy jest dla każdego” nie dotyczy wszystkich członków wspólnoty. Ujawnia się tutaj kobiece praprogramowanie i nie wszyscy mężczyźni mają szansę brać w niej udział. Przyjemność z seksu może być bezkosztowa, ponieważ reprodukcją zajmuje się państwo. Rodzinę, ten staromodny przeżytek, przedstawia się jako coś obrzydliwego, a w głowach obywateli Republiki Świata nie mieści się, że taka instytucja mogła kiedykolwiek funkcjonować. Ludzi produkuje się w probówkach i już na samym początku przeznacza do odpowiednich kast. Do ciekawych wniosków dochodzi Magdalena Ziętek-Wielomska w artykule Seksedukacja jako narzędzie budowy Nowego Wspaniałego Świata2.

A jak wygląda stosunek mieszkańców Republiki Świata do instytucji rodziny? Zacytujmy słowa samego Huxleya: „A „rodzice”? – pytał dyrektor RiW. Zapadło niepewne milczenie. Kilku chłopców zarumieniło się. Nie nauczyli się jeszcze dostrzegać znaczącej, ale często nader subtelnej różnicy między wiedzą czystą, a niezbyt czystą. Jeden z nich odważył się w końcu unieść rękę. – Ludzie byli dawniej… – zawahał się; rumieniec oblał jego twarz. – No więc, oni byli żyworodni. […] – A gdy dzieci zostały wybutlowane… – Urodzone – poprawił dyrektor. – No, to wtedy oni byli rodzicami… to znaczy nie dzieci, tylko tamci drudzy – biedny chłopiec ze zmieszania tracił głowę. – Krótko mówiąc – podsumował dyrektor – rodzice to ojciec i matka. […] – Matka – powtórzył głośno, wpajając im tę wiedzę, potem, odchylając się w fotelu, stwierdził z powagą: Są to nieprzyjemne fakty, wiem. Jednakże większość faktów historycznych jest nieprzyjemna”. Obrzydzanie instytucji rodziny było realizowanie poprzez przedstawianie obrazu domu rodzinnego jako ciasnego miejsca, gęsto zaludnionego przez mężczyznę, kobietę rodzącą co pewien czas oraz przez tabun chłopców i dziewcząt w różnym wieku, w którym panował brak powietrza, mrok, choroby i smród. Przedstawiano liczne zagrożenia spowodowane życiem rodzinnym. Świat pełen ojców to świat pełen marności; pełen matek – to znaczy pełen wszelkiego rodzaju zboczeń, od sadyzmu po czystość płciową; pełen braci, wujków, ciotek – czyli pełen szaleństwa i samobójstw.

Kasacja rodziny w społeczeństwie przyszłości ma nie tylko służyć zapanowaniu nad rozrodczością, ale przede wszystkim nad całym procesem socjalizacji człowieka. W naturalnym społeczeństwie rodzice przekazują dzieciom swoje własne poglądy, zamiłowania, antypatie, umiejętności, co sprawia, że ludzie są – z punktu widzenia budowniczych Nowego Porządku – zbyt niesforni i zróżnicowani. Jak czytamy w powieści, w „owych czasach ordynarnej rozrodczości żyworodnej dzieci wychowywali rodzicie, nie zaś państwowe ośrodki warunkowania”. A jak już się dowiedzieliśmy, człowiek, by był szczęśliwy, ma być warunkowany, tak by polubił swe nieuniknione przeznaczenie społeczne…

To państwo zajmuje się wychowaniem wyprodukowanych w probówkach ludzi, tworząc z nich idealnych konsumentów, niezdolnych do myślenia innego niż wspólnota, do jakiegokolwiek buntu ani nawet do strajku. Wszystko musi być równe, zaplanowane i poukładane. Nie ma miejsca na pasje, uniesienia czy jakiekolwiek uczucia, zgodnie z maksymą: „Gdy jednostka czuje, wspólnota szwankuje”. Jeśli jakaś osoba zaczyna przeżywać rozterki emocjonalne, po prostu bierze somę, narkotyk, zgodnie z jednym z wielu haseł wbijanych do głów od dziecka, jak np. „Jeden sześcienny centymetr i znika ponury sentyment” albo „Lepiej gram zaaplikować, niźli cholerować”. Drugą używką jest seks, pozwalający rozładować napięcie i przez to usunąć zdolność jednostek do jakiegolwiek oporu zgodnie z maksymą „Fizyczne niezaspokojenie może spowodować rozrost aktywności umysłowej”. Ludzie sprowadzeni są jedynie do trybików wielkiej maszyny. Pewna grupa żyje według starych zasad w rezerwacie, bez dostępu do nowoczesnej technologii. Obywatele republiki odwiedzają mieszkańców rezerwatu niczym zwierzęta w zoo. Jednostki niepotrafiące się podporządkować zsyła się poza obręb cywilizacji do swoistych azyli. To właśnie spotyka Bernarda Marxa, który jako mało atrakcyjny nie uczestniczy w życiu seksualnym, a z czasem przestaje zażywać również somę. Zesłanie w rzeczywistości jest nagrodą, co uświadamia Bernardowi Mustafa Mond, jeden z zarządców Republiki Świata, bo w azylu może spotkać najwybitniejsze i najbardziej nieprawomyślne jednostki na świecie.

Alternatywę dla takiej przyszłości stanowi powrót do ideałów cywilizacji łacińskiej. Powrót do ideału człowieka, który potrafi siebie kontrolować, nie daje się porywać emocjom, kontroluje swoje instynkty, nie ustaje w pracy nad sobą, człowieka, który bierze pełną odpowiedzialność za swoje czyny. Społeczeństwo złożone z takich ludzi będzie społeczeństwem ludzi wolnych, ale odpowiedzialnych za swoje decyzje, bo nie ma wolności bez odpowiedzialności. Takiego człowieka nie da się odbudować bez monogamicznej rodziny. Od walki o monogamiczną rodzinę należy zatem zacząć.

Tomasz Czul

1  „Art. 15aa. 1. Policjant ma prawo wydać wobec osoby stosującej przemoc w rodzinie w rozumieniu przepisów ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, stwarzającej zagrożenie dla życia lub zdrowia osoby dotkniętej tą przemocą, nakaz natychmiastowego opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia, zwany dalej „nakazem”, lub zakaz zbliżania się do mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia, zwany dalej „zakazem”.

2. Policjant w celu stwierdzenia zasadności wydania nakazu lub zakazu stosuje odpowiednio przepis art. 15a ust. 2. 3. Nakaz lub zakaz mogą być stosowane łącznie.

4. Nakaz lub zakaz są natychmiast wykonalne.

5. Policjant w nakazie lub zakazie wskazuje obszar lub odległość od wspólnie zajmowanego mieszkania, którą osoba stosująca przemoc w rodzinie jest obowiązana zachować.

6. Przepis ust. 1 stosuje się do każdego lokalu służącego zaspokajaniu bieżących potrzeb mieszkaniowych. Art. 15ab. 1. Policjant wydaje nakaz lub zakaz:

1) podczas interwencji podjętej we wspólnie zajmowanym mieszkaniu lub jego bezpośrednim otoczeniu lub

2) w związku z powzięciem informacji o stosowaniu przemocy w rodzinie, w szczególności zgłoszenia przez:

a) osobę dotkniętą przemocą w rodzinie lub

b) kuratora sądowego lub pracownika jednostki organizacyjnej pomocy społecznej, w związku z wykonywaniem ustawowych obowiązków”.

2  M. Ziętek-Wielomska, Seksedukacja jako narzędzie budowy Nowego Wspaniałego Świata, „Opcja na Prawo” 2019, nr 2/155.

Jedna odpowiedź

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *